Wolsung: Gra planszowa

Tam gdzie dżentelmeni z monoklami spotykają na ulicy elfickie damy, a nad miastami fantastycznego odbicia Europy unoszą się statki latające – oto świat „Wolsunga”, który od kulis można poznać w grze planszowej.

wolsung_1„Wolsung” na dobre zadomowił się w świecie gier bez prądu – obok sztandarowego RPG-a coraz śmielsze kroki stawia gra figurkowa, a wydana jakiś czas temu talia kart daje nadzieję na pojawienie się kiedyś prawdziwej karcianki. Do franczyzy w zachodnim stylu brakuje już tylko serii powieściowych czytadeł i jakiegoś komiksu. Zanim jednak machina krakowskiej Kuźni Gier zaczęła pracować na najwyższych obrotach, w ruch wprowadziła ją zapomniana już trochę gra planszowa.

wolsung_3Umieszczona po drugiej stronie planszy mapa i opis świata wykraczający poza potrzeby rozgrywki jasno wskazują, że zaproponowana rozgrywka to zaledwie ułamek większego uniwersum. W zarysach kontynentów można bez problemu rozpoznać znajome kształty Europy, Ameryk czy Afryki, ale po dłuższym kontakcie okaże się, że świat „Wolsunga” znacznie odbiega od naszej rzeczywistości. Bardziej niż alternatywną przeszłość, twórcy kreują fantastyczne odbicie naszego świata. Zdziwią się także ci, którzy spodziewają się standardowego steampunka. Najprościej „Wolsunga” określić jako spotkanie steampunka, dieselpunka i klasycznego fantasy. Podczas gdy ogólny zarys świata przypomina koniec XIX wieku, to technologia miejscami wyprzedziła ten okres o kilka dekad. Na ulicach miast, blixniaczo podobnych do Londynu czy Paryża, modnie ubrani dżentelmeni spotykają się z orkami i elfami, a obok anachronicznych wynalazków, prym wiedzie magia.

wolsung_2Nie bójcie się jednak zawrotu głowy. Z tej mnogości faktów, podczas gry w planszówkę przyjdzie nam się zetknąć jedynie z niewielkim ułamkiem uniwersum. W zasadzie, na tle bogatych opisów w podręczniku do RPG-a, gra planszowa wypada nad wyraz kameralnie. Cała akcja skupia się na Wielkiej Wystawie Światowej, takiej jak ta w „naszym” Paryżu. Jako jeden z ambitnych wynalazców, konkurujemy o nagrodę główną. Ta trafi w nasze ręce, tylko jeśli skonstruujemy najwięcej spektakularnych wynalazków.

Tych w grze nie brakuje. Na pięknie ilustrowanych kartach umieszczono liczne, fantazyjne projekty: lokomotyw, automobili, parowych robotów oraz, jakże by inaczej, statków powietrznych.

    Pracownicy w warsztatach czekają w pełnej gotowości. Kominy kombinatów zaczynają dymić. Za chwilę otworzą biuro projektowe. Goście odwiedzający Wielką Wystawę Światową czekają, byście ich zadziwili swoimi wynalazkami. Powodzenia!

  Ponieważ gra skupia się na „magicznej rewolucji przemysłowej”, możemy zapomnieć o walkach z potworami czy wyczerpujących pojedynkach. Zamiast pola bitwy – mamy magazyny, fabryki i kombinaty, a osią wydarzeń jest linia kolejowa, którą transportowane są surowce. I od razu mówię, że jest to dla mnie największy plus i genialny pomysł. Wreszcie możemy poznać steampunkowy świat od kulis. Zamiast patrzeć na okładające się po stalowych łbach parowe mechy – dowiadujemy się skąd się w ogóle wzięły.

Reguły są banalne (nie bez powodu grę często można znaleźć pośród produkcji familijnych). Jako właściciele fabryk, co turę musimy wydać polecenia naszym robotnikom. Ci pracować mogą w jednym z trzech kombinatów, w których pozyskuje się rózne surowce. Każda z maszyn, których projekty wylosujemy do zbudowania potrzebuje określonej ilości materiałów. Za postępy w budowie otrzymujemy punkty zwycięstwa, a tych, rzecz jasna, po zakończeniu gry musimy mieć jak najwięcej. Poza samą budową „na oślep” musimy kierować się wytycznymi specjalnej karty celów, która potęguję liczbę PZ, za budowę konkretnych pojazdów.

Trzeba też dodać, że o ile rywalizacja o pierwsze miejsce na wystawie jest zacięta, to między graczami nie dochodzi do żadnej interakcji. Tury są sztywno podzielone, a każdy z inżynierów ma wpływ wyłącznie na swój warsztat. Wielka szkoda, bo wprowadzenie np. możliwości sabotowania znacznie zaostrzyłoby rozgrywkę i dodało grze dynamiki.

 wolsung_4 wolsung_5

„Wolsung” nie należy go gier, na które patrzy się godzinami tylko po to, żeby nacieszyć oczy, ale wykonany jest bardzo przyzwoicie. Obrazki na kartach utrzymane w kolorach sepii tworzą atmosferę przeszłości, której nie było, a projekty maszyn są zróżnicowane i ciekawe. Większość elementów wykonana jest z grubego papieru (poza kilkoma kartami kombinatów, odstającymi jakością, oraz, naturalnie, drewnianych pionków). Mówiąc krótko, jest to solidna klasa światowa – nie można się do niczego przyczepić, ale zachwytu to wydanie również nie wzbudza. Przyczepić można się tylko rozmiarów planszy oraz jej chaotycznemu układowi.

„Wolsung” na pewno nie jest wymagającym ani rozbudowanym tytułem. To zarówno jego wada, jak i zaleta. Bardzo dobrze sprawdzi się podczas spontanicznej zabawy, ale zaawansowanych graczy błyskawicznie znudzi. To doskonały wstęp do świata gry RPG, ale zarazem bardzo prosta planszówka. Jeżeli nie należycie do grupy zaawansowanych graczy-malkontentów i cenicie ciekawe steampunkowe światy – powinniście być usatysfakcjonowani.

Ocena:
6 kół zębatych

wolsung-gra-planszowa-miniaturaWolsung: Gra planszowa (2008)
Kuźnia gier

Elementy steampunku/gaslamp fantasy: świat fantasy wzorowany na XIX wieku – takim na sterydach

W skrócie: Tolkien spotyka H.G. Wellsa

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat