Jak stuningować „Cud nad Wisłą”? Rozmawiamy z Tomaszem Duszyńskim, autorem „Impulsu”

Tomasz Duszyński w „Impulsie” przedstawił alternatywną wizję dwudziestolecia międzywojennego. W rozmowie z „Kuryerem” opowiada o kulisach powstania książki i zdradza kiedy znów zaprosi nas do alternatywnego międzywojnia.

Byłeś kiedyś na seansie spirytystycznym?

Ostatnio wszyscy mnie o to pytają. Niektórzy nawet śmielej, bardziej bezpośrednio, czy wierzę w duchy. Od dziecka miałem bardzo dużą wyobraźnię i, gdy w moim towarzystwie opowiadano historyjki z dreszczykiem, wolałem się dyskretnie ewakuować.

Do dzisiaj nie oglądam horrorów i rzadko czytam książki w tym gatunku. Byłem świadkiem jednego seansu, w którym uczestniczyły moje kuzynki i ich koleżanki. Seans zakończył się w sposób spektakularny, gdy sam zacząłem udawać ducha…

W swojej książce dużo miejsca poświęcasz właśnie temu zagadnieniu. Ile z tego to twoje pomysły, a ile pochodzi z kart historii?

Przytaczam bardzo wiele anegdot dotyczących zainteresowań Józefa Piłsudskiego spirytyzmem. Tak jest między innymi w przypadku wspomnienia, dotyczącego wywoływania przez Naczelnika duchów w gronie oficerskim w 1915 roku.

Informacje z tego wydarzenia można odnaleźć w relacjach Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Sam Piłsudski najprawdopodobniej uważał, że posiada mniejszy, czy większy dar, który nazwać można nadprzyrodzonym.

Jego osobista relacja z jasnowidzem Stefanem Ossowieckim związana jest z wieloma anegdotami dotyczącymi eksperymentów przeprowadzanych przez obu mężczyzn. Piłsudski sam wspominał, że w Belwederze spał przy zapalonym świetle, gdyż wciąż nie dawały mu spokoju duchy, których w murach pałacu podobno było sporo.

Gwoli ścisłości, to zainteresowanie Naczelnika spirytualizmem nie jest odosobnione. Wiele znanych osób ze świata sztuki, nauki czy polityki korzystało w okresie międzywojennym z usług jasnowidzów i wróżbitów.

W jakich okolicznościach narodził się pomysł na napisanie „Impulsu”?

Pomysł powstał wiele lat temu, podczas moich studiów na wydziale historii Uniwersytetu Wrocławskiego. Dokładniej podczas pracy nad źródłami dotyczącymi okresu międzywojennego i raportów posła brytyjskiego Williama Max-Mullera, z których wyłaniał się bardzo ciekawy obraz Polski okresu międzywojennego.

Wtedy odnalazłem kilka wzmianek o zainteresowaniach spirytystycznych Naczelnika i mimowolnie zacząłem się zastanawiać, co by było gdyby. Co by było, gdyby Marszałek dał się ponieść wierze w swoje zdolności parapsychiczne i uznał, że jest w stanie zmienić przyszłość swojego kraju, poprowadzić ją inną ścieżką historii?

„Impuls” jest odpowiedzią na to pytanie. Jednocześnie starałem się, by ta ścieżka alternatywnej historii była możliwie prawdopodobna. Zapoznawanie się ze źródłami dotyczącymi tamtego okresu, wspomnieniami, biografiami wywołało także moją osobistą fascynację życiem codziennym ówczesnych warszawiaków. Obraz Warszawy, czy Breslau w Impulsie sprawi, mam nadzieję, że czytelnik przeniesie się w lata trzydzieste XX wieku i wsiąknie w ten świat, który starałem się ukazać.

Wielu pisarzy wykorzystuje narzędzia historii alternatywnej do naprawienia historii własnego kraju. W twoim przypadku zmiany w linii czasu wcale nie sprawiły, że losy Polski stały się mniej dramatyczne. Jakie przyjąłeś tu założenie?

Myślę, że w nasze polskie DNA jest wpisane coś, co nami kieruje. Jako naród często czujemy się wyjątkowi, a nasze położenie na mapie, które przez wieki determinowały losy naszego kraju w pewien sposób mocno nas ukształtowały.

Pewnych rzeczy nie zmienimy. Jesteśmy zdolni do wielkich czynów, zdobywamy się na jedność w chwilach ciężkiej próby, ale wystarczy moment, by zarysować linię podziału, podzielić nią społeczeństwo, zacietrzewić się w wewnętrznych sporach. To nasza słabość, z którą trudno nam sobie poradzić. Chcemy niby dobrze, ale wychodzi jak zwykle…

Tak też stało się z ową alternatywną historią w Impulsie i z samym Piłsudskim. Naczelnik także był przekonany o swojej wyjątkowości. Postawił wszystko na jedną kartę, będąc pewnym, że może decydować autorytarnie o losie narodu. Takie praktyki często kończą się źle i choćby przez to trudno spodziewać się happy endu.

Jakie tytuły lub wydarzenia zainteresowały cię do napisania tej książki?

W trakcie pracy nad powieścią zapoznałem się z wieloma opracowaniami historycznymi dotyczącymi okresu międzywojennego. Jeśli kogoś zainteresował wątek polskiego spirytualizmu, wirujących stolików i duchów w Belwederze polecić mogę opracowanie Przemysława Semczuka, „Magiczne dwudziestolecie”, oraz „Jasnowidz w salonie…”, Pauliny Sołowianiuk. Można znaleźć tam wiele ciekawostek i anegdot, nie tylko dotyczących Piłsudskiego i inżyniera Ossowieckiego.

Czytujesz inne książki z nurtu historii alternatywnej, a zwłaszcza spod znaku steampunku i dieselpunku? Co sądzisz o tym nurcie?

Nie zamykam się w żadnym z gatunków, jako pisarz, a zarazem czytelnik. Historia alternatywna czy steampunk mają się dobrze na zachodzie i zagraniczni pisarze często sięgają po światy wypełnione parą, wonią spalin i smarów.

Często też dosyć swobodnie fantazjują zmieniając bieg historii. Nie dziwię się, bo owe nurty dają ogromne możliwości autorom. Mogą być popisem dla ich wyobraźni, a przez to stają się atrakcyjne dla czytelnika. Myślę, że z czasem i nasi autorzy sięgać będą częściej po owe scenografie. Oczywiście jeśli będzie takie zapotrzebowanie rynku.

„Impuls” poleca m.in. Jakub Różalski. Znasz jego prace? Czy miały jakiś związek z powstaniem twojej powieści?

To, że Jakub przeczytał moją książkę i zdecydował się ją polecić jest bardzo miłe. Zwłaszcza, że w prywatnej wiadomości dał mi odczuć, że „Impuls” bardzo mu się spodobał.

Ja osobiście jestem pod wielkim wrażeniem jego rozwoju, jako twórcy i ilustratora. Gdy przeglądam jego prace z cyklu „1920+” myślę, że wizja Jakuba jest bardzo zbieżna z moją. Machiny wojenne, które pojawiają się w tych ilustracjach bardzo łatwo znalazłyby zastosowanie w świecie „Impulsu”. Jakub jest twórcą dojrzałym, który ma już swoją markę. Ja mu mocno kibicuję i cieszę się, że czytając „Impuls”, czuł się jak „podczas niezwykłej podróży do dobrze mu znanych i lubianych miejsc”. Ja mam podobne odczucia podziwiając jego ilustracje.

Jakie wydarzenia z historii Polski uważasz za ciekawe i niezwykłe, chociaż te pozostają stosunkowo mało znane?

Wiele tajemnic wciąż skrywa okres międzywojenny. Jest to czas w dziejach naszego państwa, który może dostarczyć wciąż wiele satysfakcji tak pisarzom jak i czytelnikom. Bardziej niż same wydarzenia z historii naszego kraju interesujące są dla mnie biografie ludzi, Polaków, którzy dokonali rzeczy niezwykłych i wielkich, a o których to postaciach wiemy bardzo mało. Odkrywanie wątków ciekawych biografii, przytaczanie ich i przypominanie czytelnikom sprawia dużo frajdy. W końcu to przecież ludzie tworzą owe wydarzenia, o które pytasz.

Fabuła „Impulsu” nie kończy opisywanego w nim konfliktu. Kiedy możemy liczyć na kontynuacje?

Zakończenie miało pozostać otwarte i pozostawić czytelnikom możliwości własnej interpretacji. Nie planuję bezpośredniej kontynuacji Impulsu. W trakcie pisania powieści nasunęło mi się kilka wątków, które być może kiedyś zostaną rozbudowane w formie opowiadań. W tej chwili jednak nowe projekty powodują, że te krótsze formy spychane są na plan dalszy. Mam nadzieję jednak, że jedna z postaci znana z „Impulsu”, inżynier Stanisław Ossowiecki, doczeka się wkrótce swojej własnej, odrębnej historii. To jeden z projektów, który właśnie rozwijam.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat