Recenzja: Liga niezwykłych dżentelmenów – tomy 1 i 2

Dziedzictwo epoki wiktoriańskiej odcisnęło się na zachodniej literaturze, a tym samym na popkulturze. Mimo upływu lat, postaci takie jak kapitan Nemo, czy Dracula nadal potrafią konkurować z współczesnymi bohaterami i łotrami. Nikt jednak nie potrafił wykorzystać tego potencjału… Dopóki nie przyszedł Alan Moore.

Jest rok 1898. Epoka wiktoriańska powoli, lecz nieubłaganie dobiega końca, podczas gdy cały świat odmierza dni dzielące go do XX wieku. To zarazem czas wielkich zmian, jak i okres stagnacji. To moment, w którym dominuje chaos, ale zarazem panuje znakomity porządek. To czasy, w którym ludzkość potrzebuje bohaterów. Wybitne jednostki, które poznaliśmy w różnych wiekopomnych dziełach spotykają się w momencie, w którym jest za późno na pojedyncze poświęcenie.

Taki punkt wyjścia dla swojej historii obrał Alan Moore. Angielski scenarzysta, znany z nieszablonowych pomysłów połączył rozproszone wątki XIX-wiecznej fantastyki, w sposób, o jakim ich twórcy nawet nie śnili. Czytelnicy powieści graficznych („V jak Vendetta”, „Strażnicy” czy „Swamp Thing”), doskonale wiedzą, że kiedy Moore rozpędza swoją wyobraźnię, nie ma sposobu na jej zatrzymanie. Tak powstała „Liga niezwykłych dżentelmenów”, zbierająca klasyczne postaci, na wzór komiksowych drużyn superbohaterów. Moore, jako entuzjasta literatury z przełomu wieku, nie kończy swoich założeń na tym, z pozoru banalnym, fakcie i konsekwentnie tworzy grupę osób z przerośniętym ego, która bardziej niż zespół, przypomina ubraną w eleganckie ciuchy bombę zegarową.

Reszta to skrzyżowanie belle epoque z postmodernizmem. Sama fabuła może wydawać się prostą przygodową opowiastką i jest to prawda, jednak za tą z pozoru przystępną formułą, każda strona komiksu ukrywa błyskotliwą zabawę z wyrobionym czytelnikiem. Kto nie zaczytywał się w Juliuszu Verne, Karolu Dickensie czy Edgarze Alanie Poe, nie będzie w stanie wychwycić wszystkich niuansów tworzących przebogate i kolorowe tło tej opowieści, które pod wieloma względami jest znacznie ciekawsze niż wątki pierwszoplanowe.

O jakości pracy Moore’a niech świadczy to, że odtworzenie wiktoriańskiej rzeczywistości nie dotyczy tylko daty, która się pojawia na początku opowieści. Motywy, które kierują postaciami, ich zachowania i podejmowane decyzje wynikają bezpośrednio z ówczesnej mentalności.

A stąd już tylko krok do niepoprawnych dzisiaj koncepcji rasy i płci. Jest to krok, który Moore odważnie podejmuje, co może sprawić, że historyczny autentyzm niektórych wątków może u delikatnego, współczesnego czytelnika wywołać szok. Owszem, jest to książka wypełniona po brzegi anachronizmami, jednak bardzo wiernie trzyma się postaw społecznych.

Ocena:

liga-01The League of Extraordinary Gentlemen

Alan Moore, Alan Moore (2001)

Elementy steampunka: XIX wiek, retro-bohaterowie, retro-technologia, historia alternatywna, wampiry, anachroniczna technologia, bohaterowie historyczni, oraz bohaterowie z klasyki literatury;

W skrócie: Retro-popkultura w pigułce.

 

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat