Recenzja: Golem z Limehouse

Opisując kryminał Petera Ackroyda znacznie wykraczam poza najswobodniejsze definicje steampunku. Mimo to „Golem z Limehouse” to książka, której żaden fan parowego klimatu nie powinien pominąć.

Historia rozpoczyna się od egzekucji głównej bohaterki, Elizabeth Cree, skazanej za zamordowanie swojego męża. W chronologii wydarzeń jest to zarazem ostatnie wydarzenie. W kolejnych rozdziałach poznajemy smutną przeszłość kobiety i wydarzenia, które doprowadziły do tragicznego finału. Poplątana nić fabularna „Golema…” prawdziwe kulisy wydarzeń trzyma w tajemnicy aż do końca. Wszystko na tle posępnych ulic, pełnych londyńskiej biedoty, za rozrywkę traktujących w równym stopniu tanie spektakle i doniesienia o nieludzkich zbrodniach.

Tytułowy golem powinien zachęcić do lektury większość steampunkowców. Żydowski folklor bardzo dobrze przyjął się w retrofantastyce, czego znakomitym przykładem są „Siedemdziesiąt dwie litery” Teda Chianga. Problem w tym, że żaden stwór z gliny na kartach tej powieści się nie pojawia. Nie ma też żadnych sterowców, parowych robotów, nie wspominając nawet o goglach.

Peter Ackroyd nie celował w fantastykę, zamiast tego skupił się na wdzięcznej tradycji wiktoriańskiego kryminału, wzbogacając go o współczesną dosłowność. Tytułowy golem to przydomek jakim prasa określa sadystycznego i bezlitosnego mordercę, pozbawiającego życia całe rodziny. Nieprzypadkowo też osią akcji jest środowisko londyńskich aktorów, z Danem Leno (nawiasem mówiąc, słynny komik dla polskich czytelników okazał się zbyt mało znany i wydawca tłumaczenia  zuchwale usunął go z tytułu). Grasujący psychopata, w którego psychikę czytelnik może wniknąć poprzez przewijające się w narracji fragmenty pamiętnika swoje krwawe dzieło uważa za sztukę. Do takiego podejścia zainspirowała go treść eseju „O morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych” Thomasa De Quincey.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się długa lista elementów, które sprawią, że miłośnicy XIX-wiecznej kultury nie przestaną uśmiechać się do ostatniej strony. Podczas gdy akcję rozpędzają makabryczne wnioski wyciągnięte z lektury Quincey’a, obok głównego wątku śledzimy pracę George’a Gissinga, faktycznie istniejącego, wiktoriańskiego dziennikarza, którego historia zapamiętała z powodu rzekomego, skandalicznego małżeństwa z prostytutką (tę sprawę Ackroyd rozstrzyga niestety bardzo jednowymiarowo i niesprawiedliwie). Z niebezpiecznych ulic Limehouse, Gissing trafia do biblioteki, w której pracuje Karol Marx, a nawet do pracowni samego Charlesa Babbage’a, konstruującego w pocie czoła swoją maszynę różnicową!

Parowy komputer, który do dziś rozpala naszą wyobraźnię nie jest zresztą wyłącznie wzmiankowaną ciekawostką, a ważnym elementem świata przedstawionego, któremu tyle samo uwagi poświęcają bohaterowie, co autor snujący refleksje na temat urządzenia.

Dla przypadkowego czytelnika książka Ackroyda może wydawać się kolejnym kryminałem, osadzonym w sprawdzonych realiach. Może odrobinę ciekawszym, bo zamiast iść w ślady kolegów po fachu i udawać, że tworzy kolejną „prawdziwą” opowieść o Kubie Rozpruwaczu, opuścił wysłużone Whitechapel i stworzył zupełnie nową historię. Fani steampunka powinni jednak odebrać „Golema…” jako hołd dla ostatnich lat XIX wieku, ukrytych za mgłą, wąskich uliczek i epoki powierzchownej pruderii i dżentelmenów, skrupulatnie ukrywających prawdziwy obraz świata, zamieszkanego przez robotnicze masy i oddające się za grosze prostytutki. Chociaż w powieści zabrakło wątków fantastycznych, to pary jest tutaj w nadmiarze, nie wspominając już o radości, którą odczują najbardziej zdeterminowani zwolennicy teorii o punkowych korzeniach steampunka.

Jeżeli jeszcze nie macie na półce „Golema z Limehouse” powinniście jak najszybciej nadrobić zaległości. Niedawno poinformowano o rozpoczęciu produkcji filmu z Alanem Rickmanem w roli głównej.

Ocena:


limehouseDan Leno and the Limehouse Golem (1994)
Peter Ackroyd

Elementy steampunka: XIX wiek, liczne postaci historyczne, maszyna różnicowa (!)

W skrócie: Kryminał bez Kuby Rozpruwacza. Steampunk bez steampunka.

Grafika: Obraz „London River, the Limehouse Barge-Builders” Charlesa Napiera Hemy’ego (1877).

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat