Recenzja: Dziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje

Wciśnięcie do jednego tekstu Ady Lovelace, Nikoli Tesli, Winstona Churchilla, Hrabiego de Saint-Germain i Adolfa Hitlera wydaje się pomysłem karkołomnym. Nasze spojrzenie raptownie zmienia się, kiedy zdajemy sobie sprawę, że w tej samej opowieści występują Marsjanie i zapomniane bóstwa, a autor wszelkie wątpliwości rozwiewa słowami: „U mnie wszystko jest w porządku, to historia się pomyliła!”

Na samym początku lektury dowiadujemy się, że widok zakonserwowanego w formalinie Marsjanina jest dla bohaterów książki atrakcją. Nikogo jednak nie dziwi ponad miarę, ponieważ nie upłynęło dużo czasu, od kiedy Ziemię najechały całe legiony takich istot, by w finale makabrycznej kampanii skonać od ziemskich bakterii. Z drugiej strony zamknięte w laboratoryjnym słoju szczątki mają w sobie coś wyjątkowego. Pod koniec wspaniałego XIX wieku nikt już żywego Marsjanina nie uświadczy. Plugawą rasę najeźdźców z powierzchni czerwonej planety zmiotło zbrojne ramie Jej Królewskiej Mości (nie bez udziału Churchilla i Tesli), a na powierzchni planety dumnie powiewa flaga Imperium Brytyjskiego. Zresztą, kogo obchodzą Marsjanie, skoro naszą planetę (a raczej samowolnie reprezentującą ją Londyn) odwiedzają także przyjaciele z Wenus i Jowisza.

W takim świecie poznajemy bohatera George’a Foxa, zabłąkanego młodzieńca pracującego za nędzne pensy w wagonie, w którym profesor Coffin urządził swoją galerię nienaturalnych atrakcji, której magnum opus jest wspomniane pozaziemskie truchło. Kiedy jednak zezwłok zaczyna gnić, roznosząc wokół nieprzyjemny zapach, chętnych na podziwianie owocu kosmicznej ewolucji ubywa. A ponieważ z czegoś trzeba żyć, dwójka rusza w podróż w poszukiwaniu tytułowej Dziewczyny Płaszczki. Na pokładzie nowoczesnego statku powietrznego ich szeregi zasila młoda Ada Lovelace, córka samego Lorda Byrona, pewien pyskaty chłopiec, a gdzieś w tle przewijają się Saint-Germain (który, bacząc na jego gwałtowny zgon, w tej wersji raczej nie gustuje w krwi) oraz… Adolf Hitler.

W tym momencie wyrobiony czytelnik zapewne zacznie się zastanawiać w jaki sposób urodzona przed 70 laty Ada Lovelace może pochwalić się jędrnym ciałem i młodą buzią, a kilkuletni według historii Hitler pełni funkcję całkowicie dorosłego kelnera. I Robert Rankin  to przewidział i w licznych przypisach, przy każdym podejrzeniu o nieznajomość dziejów tłumaczył, że to historia się pomyliła.

To ucina jakiekolwiek podejrzenia co do charakteru tej powieści. W pewnym momencie sympatyczna powieść humorystyczna staje się zwykłym szyderstwem, ale uwierzcie mi – utonięcie w oparach absurdu „Dziewczynie Płaszczce” wychodzi tylko na dobre. Trzeba jednak zaznaczyć, że przedawkowanie humoru nie szkodzi ani historii, ani bohaterom. W przeciwieństwie do filmów Mela Brooksa, fabuła nie jest podporządkowana zgrywie, a postaci nie są sztucznymi obiektami przesuwającymi się od gagu do gagu. Krótko mówiąc: chociaż całość jest celowo durna, to jednak angażująca emocjonalnie do tego stopnia, że niemal natychmiast zaprzyjaźniamy się z przedstawioną nam zgrają ekscentryków i z wypiekami na twarzy kibicujemy im do samego końca.

Rzecz jasna, napisana lekkim językiem książka nie aspiruje do miana wielkiej literatury, a pochłania się ją błyskawicznie. Dzięki błyskotliwej zabawie absurdami i celowym wypaczeniom nie można jednak zarzucić Rankinowi stworzenia groszowego czytadła. To raczej łatwo przyswajalna, inteligentna gra z czytelnikiem.

A tym do kogo autor kieruje swoje dzieło są, bezpośrednio, fani steampunka. Książka powstała na długo po tym jak z żartobliwego terminu wysnutego przez K. W. Jetera wyrosła cała subkultura. Dlatego też Rankin, prywatnie członek The Victorian Steampunk Society, bez zażenowania nawiązuje do najbardziej stereotypowego obrazu parowej fantastyki retro – wysyłając swoich wiktoriańskich bohaterów w podróż sterowcem, a nawet opisując najnowszy krzyk mody tego świata – gogle z barwionymi na zielono szkłami. A czy wspomniałem, że jednym z drugoplanowych bohaterów jest Nikola Tesla?

Malowniczy żart z epickiej fantastyki ciągnie się od tytułu, do kropki na ostatniej stronie tworząc prawdziwą steampunkową epopeję. Z przymrużeniem oka oczywiście.

Ocena:


plaszczka1The Japanese Devil Fish Girl
Robert Rankin (2010)

Elementy steampunka: XIX wiek, odwołania do klasyki, Imperium Brytyjskie w kosmosie.

W skrócie: Kosmiczna przygoda w scenerii wieku pary!

 

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat