Recenzja: Abraham Lincoln: Łowca wampirów

Ktoś kiedyś uznał „Shreka” za apogeum postmodernizmu. Wniosek taki wyciągnął dlatego, że w jednym filmie zobaczył postaci z różnych bajek, bezlitośnie wymieszane z różnymi współczesnymi motywami. Jakkolwiek słuszne myślenie by to nie było, tytuł nadano przedwcześnie, bo prawdziwe kulturowe szaleństwo pokazały dopiero powieści typu „mashup”, w tym opisana niżej, najlepsza do tej pory książka o wojnie secesyjnej.

Mashup to taki dziwny rodzaj pisarstwa, w którym bierze się klasykę i dopisuje nowy, zazwyczaj całkowicie oderwany od atmosfery oryginału wątek. Tak powstało sztandarowe dzieło gatunku: „Duma i uprzedzenie i zombi”, a za ciosem poszły „Opowieść zombilijna” czy polskie „Przedwiośnie żywych trupów”. Jak widać po tytułach, działalność pisarska na tym polu sprowadza się do wciskania w powszechnie znane arcydzieła ożywionych zwłok. Jakby nie patrzeć jest to forma bestialskiego gwałcenia literatury, które jednak z reguły daje całkiem sympatyczne efekty. Na tym tle wyróżnia się powieść Setha Grahame-Smitha (autora „Dumy i uprzedzenia i zombi”), który w tym schemacie zmienił dwie rzeczy. Zamiast zombiaków wziął na warsztat wampiry, a zamiast dopisywać wątki do istniejących powieści, postanowił poprawić historię.

Jeżeli należycie do grona tych nieszczęśników, którzy zwabieni nazwiskiem Tima Burtona na plakacie udały się do kina na film, pod tym samym tytułem: zapomnijcie wszystko. Fatalna ekranizacja nie oddaje ani atmosfery, ani kunsztu, z którym Grahame-Smith napisał tą, skądinąd durną książeczkę, w której szesnasty prezydent Stanów Zjednoczonych, na uboczu znanych dziejów, rozbija toporem czaszki nieumarłych.

Zanim poznamy tytułowego bohatera powieści, autor przedstawia… samego siebie – prowadzącego monotonną egzystencję, podrzędnego pisarza z Nowego Jorku, któremu pewnego dnia, obcy człowiek powierza tajne dzienniki Abrahama Lincolna. Tajemniczy osobnik okazuje się wampirem, a lektura notatek sprawia, że wszystko co dotąd wiedzieliśmy  o najwybitniejszym prezydencie USA okazało się niczym więcej niż fasadą.

Grahame-Smith prawdziwe wydarzenia splata z pierwszoosobową relacją Lincolna, z której dowiadujemy się jak wyglądała walka z demonicznymi krwiopijcami w drugiej połowie XIX wieku. Wynik tego, zdawałoby się karkołomnego, eksperymentu jest zaskakująco zabawny. Co ważne, autor nie podważa istniejących faktów, ani nie pisze życiorysu Lincolna od podstaw. Opowieść o walce z wampirami jest tak komplementarna z rzeczywistością, że nawet osoby znające na wylot przebieg wojny secesyjnej mogą zacząć się zastanawiać czy aby przypadkiem za siłami południa nie stała jakaś nadprzyrodzona siła.

U Amerykanów sam tytuł książki wywoływał opad szczęki. „Jak to? Ktoś śmie ubliżać pamięci naszego ukochanego prezydenta?” – mógł pomyśleć przeciętny mieszkaniec USA, wychowany na kulcie Lincolna. Tymczasem sama powieść okazała się dość przyzwoitą zabawą konwencją, która poza żerowaniem na szoku, oferuje ciekawą, chociaż niezbyt porywającą historię. Pozostaje pytanie kiedy któryś z polskich wyrobników literatury postanowi skopiować pomysł Grahame-Smitha i nadprzyrodzonym mocom przeciwstawni, na przykład Piłsudskiego. Ja na pewno takie dzieło przeczytam.

Ocena:

abraham-lincoln-lowca-wampirowAbraham Lincoln, Vampire Hunter (2010)
Seth Grahame-Smith

Elementy steampunka: XIX wiek, wampiry, wojna secesyjna, postaci historyczny i fikcyjne kulisy historycznych wydarzeń;

W skrócie: Najlepsza powieść o wojnie secesyjnej.

 

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat