Newbury i Hobbes: Marsz Automatonów – steampunkowy spadkobierca Sherlocka

Weźcie Sherlocka, zabierzcie Watsona na operację zmiany płci i dorzućcie do tego mnóstwo mniej lub bardziej (najczęściej bardziej) absurdalnej technologii, a otrzymacie mgliste pojęcie czym są przygody Newbury’ego i Hobbes. „Marsz automatonów” („The Affinity Bridge”) to pierwsza odsłona steampunkowej serii kryminalnej George’a Manna.

affinitybridge

Napędzane parą dorożki, zębatkowe roboty i w pełni rozwinięte, sterowcowe lotnictwo. Witajcie w wiktoriańskim Londynie, takim jaki powinien być, gdybyśmy urodzili się we właściwej rzeczywistości. Marsz automatonów to jedna z tych powieści, które celowo i bez skrępowania wykorzystują dojrzałe, steampunkowe motywy.

Jak przystało na powieść czerpiącą z XIX-wiecznych wzorców, jest to kryminał, który rozpoczyna się od wrzucenia czytelnika w feerię schematów. Kiedy rzeczony czytelnik jest już przekonany, że wszystko dobrze zna i nic go nie zaskoczy – Mann przystępuje do wywracania wszystkiego do góry nogami.

affinitybridge

Czego tu nie mamy? Głównym boohaterem jest Sir Maurice Newbury, dystyngowany detektyw z bystrym asystentem. W tej roli – panna Veronica Hobbes, z pozoru związana w uścisku gorsetu dama, której prawdziwe motywy dopiero poznamy. Na tle podzielonego klasowo Londynu, który na co dzień musi radzić sobie z gwałtownym rozwojem technologii, chorobami i… epidemią zombie, dochodzi do zbrodni, której winny ma być duch zamordowanego policjanta. Z polecenia królowej para detektywów zajmie się jednak nie tragedią z ciemnych uliczek biednej dzielnicy, a tajemniczą katastrofą pasażerskiego sterowca, która nie miała prawa dojść do skutku. Za sterami aeroplanów siadają bowiem inteligentne maszyny, a te, jak wiadomo, są nieomylne.

affinitybridge

Mann wspaniale połączył współczesną popkulturę z tęsknotą za victorianą. „Marsz automatonów” to zarazem spadkobierca Sherlocka Holmesa, ciekawsza estetycznie wariacja na temat „Z archiwum X” i ciekawa interpretacja ogranego ostatnio wątku zombie. Jasne, Mann stworzył swoje dzieło kradnąc skąd się tylko dało – ale zrobił to z takim wdziękiem, że naprawdę ciężko mieć do niego o to pretensje.

Na tym polu co prawda zostaje daleko w tyle za Markiem Hodderem i jego „Dziwną sprawą nakręcanego Jacka”, ale nadal udało mu się stworzyć bogate tło, które eksplorować z powodzeniem można przez kolejnych kilka tomów.

Niestety na polskim rynku jest to kolejny przykład steampunkowej klątwy – już po pierwszym tomie wydawca stwierdził, że nie opłaca mu się wydawać kolejnych. Wielka szkoda, bo „Osiris Ritual” wydaje się być potężnym krokiem na przód. Czy tak jest w istocie niestety przekonać się muszę z anglojęzycznego wydania.

affinitybridgeOcena:

The Affinity Bridge (Newbury and Hobbes, #1)
George Mann

Elementy steampunka: Automatony, sterowce, zaawansowana technologia mechaniczna i parowa, wiktoriańskie zombie.

W skrócie: Zębatkowy autopilot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat