Steampunk: Literatura dla początkujących

Steampunk to nie tyko pomysłowe gadżety i ładne kostiumy, ale także pokaźny zbiór książek. Ze względu na rozmiary parowej biblioteki, rozpoczęcie przygody ze steampunkiem może okazać się wyzwaniem. Łatwo zgubić się wśród setek książek, a w morzu chłamu coraz trudniej znaleźć wartościowe perełki. Jak więc wkroczyć w mechaniczny wszechświat?

Gadżeciarstwo stało się znakiem rozpoznawczym steampunku. I bardzo dobrze, bo nieskrępowana wyobraźnia to najlepsza wizytówka tego nurtu. Chociaż estetyka retrofantastyki stała się już praktycznie elementem codzienności, to niestety mało kto pamięta o tym, że poza rewelacyjną formą, steampunk oferuje równie genialną treść. Dzięki niej, poza wszechobecnymi goglami i skórzanymi gorsetami, zwiedzić możemy niezliczone alternatywne wszechświaty, uczestniczyć w stworzeniu praskiego golema, czy stanąć na powierzchni Marsa stulecie przed rozpoczęciem programu Apollo.

Tak jest. Mimo zepchnięcia w cień, oraz prób zdominowania tej półki przez taśmowo pisane czytadła, steampunkowa literatura radzi sobie całkiem nieźle i nie odczuwa zmęczenia. Wbrew temu co powtarzają niektórzy malkontenci, steampunk nie potrzebuje żadnej reanimacji (czego dowodzą wydane niedawno „Światy Solarne” naszego rodaka, Jana Maszczyszyna) , tylko sposobu na dotarcie z nim do osób, które chciałyby czerpać z tego imaginacyjnego rogu obfitości.

I tu zaczynają się schody, ponieważ zainteresowanego steampunkiem laika, który wraca z księgarni z przypadkową parową książką najprawdopodobniej czeka rozczarowanie i zniechęcenie. Czemu?

Sprawa jest prosta: duża część tego, co jest dostępne na naszym rynku to po prostu chłam, z kolei powszechnie wychwalana klasyka, dla niewyrobionego odbiorcy może okazać się zbyt hermetyczna. Dlatego jeśli jeszcze nie zaczęliście czytać steampunku podpowiadam od czego zacząć.

SteampunkDziewczyna Płaszczka i inne nienaturalne atrakcje

Nie mam pojęcia dlaczego zarówno w Polsce, jak i w USA książka Roberta Rankina przeszła bez większego echa. Napisana przez członka brytyjskiego fandomu steampunku, jest całkowicie świadomym hołdem dla tego stylu, wyrażonym na każdej płaszczyźnie: od drobnych mrugnięć okiem, takich jak mosiądzowe gogle, które stają się krzykiem mody, po  główny wątek, dla którego punktem wyjścia są Churchill i Tesla,  wysyłający na Marsa broń biologiczną. Jest to oczywiście kontra za inwazję opisaną przez H.G. Wellsa. Jeżeli ktoś nadal ma wątpliwości, czy jest to lektura obowiązkowa, zapraszam do recenzji.

Dla kogo: Dla wszystkich, którzy lubią literacką jazdę bez trzymanki.

hodderBurton i Swinburne: W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka

Pierwszy tom cyklu Marka Hoddera znalazł się na pierwszym miejscu listy na blogu Hadyny i jest to dla tego tytułu odpowiednie miejsce. Doskonały prezent, dla kogoś kto myśli, że steampunk to tylko śmieszne przebieranki. Autor, weteran kilku redakcji miejskich w Londynie, splata uliczne legendy, postaci historyczne i nasze ukochane anachronizmy, tocząc cały czas błyskotliwą grę z czytelnikiem. Zaczynającym lekturę winien jestem jednak ostrzeżenie: prawdopodobnie nigdy nie skończycie tego cyklu po polsku. Wydawca zrezygnował po kiepskich wynikach sprzedaży tomu trzeciego. Fanom Burtona pozostaje wydanie oryginalne, a jeżeli to nadal za mało, pamiętajcie o świetnym „Świecie rzeki”!

Dla kogo: Dla tych, którzy są ciekawi jak historia potoczyłaby się, gdyby…

bezdusznaBezduszna

Gail Carriger można lubić z wielu powodów. Za ogromne zaangażowanie w życie steampunkowej społeczności. Za dyplom z archeologii. Za świetną garderobę. Nie będzie jednak przesadnym banałem, lubienie jej za twórczość. „Protektorat parasola” z pogranicza gaslamp fantasy i steampunku można śmiało podrzucić komuś, kto o wiktoriańskiej fantastyce nie słyszał, a zamiast fantastyki woli zaczytywać się Jane Austen lub „Dziennikiem Bridget Jones”. Elementy steampunku są rozsądnie dozowane, a książka to przede wszystkim błyskotliwa satyra na XIX-wieczne konwenanse (erotyczne doświadczenia głównej bohaterki, opisane przez pryzmat wiktoriańskiej pruderii są przezabawne). Niestety, podobnie jak w przypadku przygód Burtona, wydawca stracił zainteresowanie i nie wiadomo czy kiedykolwiek seria ukaże się u nas w całości.

Dla kogo: Dla dam, lubiących czytać o damskich sprawach i parasolkach, pod warunkiem, że w trakcie lektury pojawiają się parowe roboty.

echaEcha wojny światów

Wariacje na temat klasyków to ulubiona zabawa steampunkowych pisarzy.  Nic dziwnego. W końcu wiktoriańska fantastyka impetu nabrała po wydaniu „Morlock Night” K. W. Jetera, który kontynuował fabułę „Wehikułu czasu” H.G. Wellsa. „Echa wojny światów” to odrobinę ambitniejsza zabawa. Autorzy antologii za zadanie mieli opisanie wydarzeń znanych z książki Wellsa, ale z perspektywy znanych, historycznych postaci. Chociaż poziom zbioru jest nierówny, a wielu zaproszonych do współpracy pisarzy jest niekonsekwentnych, to dla kilku genialnych tekstów trzeba go mieć na półce. W największy zachwyt wpadną fani Lovecrafta, ponieważ samotnik z Providence nie tylko jest bohaterem jednej z historii, ale ona sama stanowi pomysłową wariację na temat mitów Cthulhu. Jest także polski akcent w postaci Josepha Conrada.

Dla kogo: Dla tęskniących za klasyczną literaturą i ciekawych co było dalej.

maszyna-roznicowa-steampunkMaszyna różnicowa

Ten tytuł może się wydawać oklepany, ale bądźmy szczerzy: wszyscy o nim mówią, a mało kto go czytał. Wspólne dzieło Bruce’a Sterlinga i Williama Gibsona otworzyło trzecią falę steampunkowej twórczości. Fabuła komputeryzacji, która prawdziwy bieg wydarzeń wyprzedza o prawie stulecie wciąż zaskakuje i gwarantuje ciekawą lekturę. Pod tekstem podpisało się dwóch autorów, doskonale znanych czytelnikom dobrej fantastyki. Sterling jest „Schismatrixa”, a Gibsonowi zawdzięczamy słynnego „Neuromancera”. Obaj panowie są ojcami oryginalnego cyberpunku, dzięki czemu ich interpretacja parowej fantastyki to nie przypadkowo spisane fantazje, ale solidnie obmyślona fantastyka naukowa. Krótko mówiąc, tak jak poprzez cyberpunk poznaliśmy brudną industrialną przyszłość, tak „Maszyna różnicowa” przedstawia brudną industrialną przeszłość… do czasu.

Dla kogo: Dla purystów fantastyki.

steampunk-trilogySteampunk Trilogy

I na koniec małe oszustwo, ponieważ w tej książce kryją się aż trzy różne historie. Wydanie książki Paula Di Filippo to moment, w którym literatura ostatecznie oswaja się ze steampunkiem. W środku znajdziemy aktualny do dziś przekrój tego gatunku. Pierwszy tekst opowiada o zastąpieniu młodej królowej Wiktorii, przez wyhodowanego z salamandry klona.  Drugi tekst przenosi nas w świat rodem z opowiadań Lovecrafta, gdzie spokojne Massachusets zostaje zaatakowane przez kosmiczne monstra. Trzeci tekst to znów zabawa autentycznymi postaciami i sympatyczna opowieść miłosna o Walcie Whitmanie i Emily Dickinson. Niestety póki co zainteresowanym pozostaje lektura w oryginale. Poza „Wiktorią”, która do Polski trafiła razem z antologią VanderMeerów, „Trylogia” nie zainteresowała naszych wydawców. A szkoda!

Dla kogo: Dla tych, dla których powyższe pozycje to za mało.

Powyższa lista oczywiście nie wyczerpuje tematu. Nie uzurpuje sobie także prawa do bycia wyznacznikiem jakościowym. Starałem się dobrać teksty, które byłyby jednocześnie przystępne, oraz zgodne z fantastyczno-naukowymi korzeniami steampunku. Dlatego nie mogły znaleźć się w nim np. seria Naomi Novik o wojnach napoleońskich, czy „Dworzec Perdido”  Chiny Miévilla. Celowo zrezygnowałem też z kanonicznych, ale już wiekowych książek, takich jak prace Jetera, Blaylocka i Powersa, nie wspominając już o „The Warlord of Air” Moorcocka. Niektórzy z was zarzucą mi prawdopodobnie przeoczenie „Antologii Steampunk” pod redakcją Ann i Jeffa VanderMeerów, która to przecież „jest doskonałym wprowadzeniem do steampunku”. Otóż, odpowiadam: nie, nie jest.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat