„Mapa czasu” Filipa J. Palmy: Jak steampunkowcy padli ofiarą żartu

Wiktoriański Londyn, XIX-wieczni podróżnicy w czasie, H.G. Wells jako jeden bohaterów i nawet zębatki wylewające się z okładki… Pierwsze wrażenie sprawia, że „Mapa czasu Felixa J. Palmy wydaj się zawierać samą esencję steampunku. W rzeczywistości jednak autor zakpił sobie ze wszystkich, którzy z takim nastawieniem rozpoczęli lekturę. A potem zakpił z tych, którzy zrozumieli ten żart.

mapa czasu

Uwaga! Spoileruję bez litości!

Nie wiem czy to jakiś powracający co jakiś czas prąd myślowy, czy jest to aż tak oczywiste rozwiązanie fabularne, ale coś każe autorom umieszczać H.G. Wellsa w wymyślonych przez niego realiach. Pierwszy bodaj był film „Time After Time”, w którym pisarz grany przez Malcolma McDowella zasiadł za sterami wehikułu czasu. Jakiś czas później na identyczny pomysł wpadli scenarzyści „Nowych przygód Supermana”. Był też taki serial „The Infinite Worlds of H.G. Wells”. Jestem przekonany, że to nie koniec tej listy.

Po postać autora „Wojny światów” i „Wehikułu czasu” sięgnął także Felix J. Palma, obiecując czytelnikom „Mapy czasu” równie fantastyczne przygody. W jaki sposób je spełnił zdradzę wam za chwilę, najpierw jednak przyjrzyjmy się fabule.

Książka zawiera trzy przeplatające się ze sobą historie, których osią są H.G. Wells oraz idea podróży w czasie. Pierwsza rozpoczyna się w 1896 roku i przedstawia nam Andrew, zamożnego młodzieńca, który stracił wolę życia po zamordowani ukochanej. Gdzieś w tle opowieści pojawiają się informacje o dopiero co otwartym w sercu Londynu przedsiębiorstwie, którego ofertę nie stanowi nic innego niż właśnie wojaże przez linię czasu. Centrum Podróży w Czasie Murray’a nie jest jednak pomocne w tym przypadku, ponieważ umożliwia klientom odwiedziny jedynie w przyszłości.

mapa-czasu-steampunk-palma

Kuzyn planującego samobójstwo młodzieńca znajduje jednak sposób na zaradzenie sytuacji. Informuje go bowiem, że słynny pisarz, autor fascynującego „Wehikułu czasu”, sam H.G. Wells dysponuje opisaną przez siebie maszyną, a jego dzieło w rzeczywistości jest reportażem z odbytej podróży! Kiedy obaj mężczyźni składają literatowi niespodziewaną wizytę i przedstawiają dramatyczną sytuację, ten niechętnie zgadza się użyczyć im swoją maszynę, aby cofnąć się w czasie i zapobiec brutalnej zbrodni. I tak Andrew w akompaniamencie błyskawic, zgrzytów i innych symptomów, których spodziewalibyśmy się podczas przekraczania granicy czasu, trafia dokładnie w moment poprzedzający morderstwo i, jak sądzi, zapobiega mu. Kiedy jednak wraca do swojej przyszłości odkrywa, że nic nie uległo zmianie. Jak to możliwe? Tu już z teorią śpieszy sam Wells, teoretyzując, że misja mężczyzny wcale nie była klęską, ale zapobiegnięcie morderstwu pozbawiłoby Andrew powodu, by w pierwszej kolejności użył wehikułu, zatem czasoprzestrzeń, aby uniknąć paradoksu, stworzyła alternatywną linię czasową, w której ukochana przeżyła i prawdopodobnie wiedzie właśnie szczęśliwe życie.

Andrew przyjmuje do słodko-gorzkie wyjaśnienie i powoli odzyskuje chęć do życia, podczas gdy czytelnik dowiaduje się, (SPOILER) że wszystkie wydarzenia były desperackim planem zatroskanego kuzyna, który namówił Wellsa na to przedstawienie. Dokładnie tak, drodzy państwo – zdaje się krzyczeć do czytelników Palma – żadnej podróży w czasie nie było. Domniemany wehikuł to tylko ekstrawagancki mebel, a cała ta historia to jedno wielkie, choć szlachetne, kłamstwo! (KONIEC SPOILERA!)

Czy jest to ten moment, w którym powinniśmy obrazić się na pisarza i zażądać od księgarni zwrotu pieniędzy? Chwila moment! Przecież pozostały jeszcze dwie historie. Do tego już w pierwszej dowiedzieliśmy się o funkcjonowaniu w wiktoriańskim Londynie firmy zajmującej się li tylko transportowaniem ludzi w przyszłość. I ten wątek Palma rozwija. Zapewne z sadystycznym uśmiechem.

W drugiej części poznajemy założenia biznesowe wiktoriańskich przedsiębiorców. W głębi dżungli w samym sercu Czarnego Lądu, kolonialni odkrywcy odnaleźli portal prowadzący w przyszłość. Bardzo konkretną przyszłość. Dokładnie do roku 2000, kiedy niedobitki ludzkości toczą ostatnią bitwę z zbuntowanymi automatonami. Parowe roboty są w prostej linii spadkobiercami popularnych w XIX  wieku mechanizmów, które w miarę rozwoju stawały się coraz bardziej niezależne, aż w końcu krwawo wypowiedziały posłuszeństwo ludzkim panom.

map-of-time-palma

Natchnione niedawną premierą „Wehikułu czasu” Wellsa brytyjskie społeczeństwo rzuca się łapczywie na bilety. W przyszłość wyrusza nawet sama królowa Wiktoria. Dramatyczne losy ludzkiego gatunku postanawia zobaczyć także Claire Haggerty, dziewczyna uciskana przez gorset i niepotrafiąca odnaleźć miłości… aż na polu bitwy z maszynami poznaje charyzmatycznego kapitana Shackletona. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy następnego dnia spostrzega mężczyznę w swoich czasach. Oczywiście przybył w przeszłość z misją powstrzymania niegodziwych konstruktorów zębatkowych maszyn i zapobiegnięcia wojnie zanim do niej dojdzie… Bo przecież na pewno nie jest (SPOILER!) wynajętym za liche pieniądze aktorem, mającym odgrywać rolę w szeroko zakrojonym szachrajstwie… (KONIEC SPOILERA!) Niech cię diabli, Palma! Znowu to zrobiłeś!

I tu pozostaje porzucić wszelką nadzieję. Nie ma żadnego steapunkowego świata. Odkrycia belle epoque może ujarzmiły prąd, ale nie było żadnych wehikułów czasu i parowych robotów… Autor z nas zadrwił i czas wrócić do szarej codzienności.

I nagle w trzeciej historii na pierwszy plan wysuwa się H.G. Wells, w którego ręce wpada tytułowa mapa czasu i… Ach! A więc to jednak jest steampunk, a podróże w czasie są możliwe.

Książka Palmy to suma pomysłowo rozpisanych, oddzielonych, ale wzajemnie zależnych wątków. Dawno nie czytałem tak przemyślanego i samoświadomego dzieła. To zarazem wyjątkowy pastisz i samodzielna, porywająca powieść. Na polu steampunka to przede wszystkim błyskotliwy żart, dlatego mam nadzieję, że nie poznaliście opisanych zwrotów akcji z mojego wpisu ;).

Zaskoczyło mnie to, że ta odrobina śmiechu nie wystarczyła autorowi, a „Mapa czasu” jest zaledwie pierwszym tomem „Trylogii wiktoriańskiej”. Trzeba przyznać, że Palma poprzeczkę postawił sobie bardzo wysoko i nie mam pojęcia jak rozwinie tę serię. Czy każda kolejna publikacja będzie następnym elementem zaplanowanej wcześniej gry z czytelnikiem? A może to po prostu odcinanie kuponów? Tak czy inaczej, „Mapa nieba” już stoi na mojej półce i posłusznie czeka na lekturę.

Wszystkie ilustracje pochodzą z różnych wydań książki.

mapa czasuOcena:
ocena-10-kolo-zebate

El mapa del tiempo (2008)
Felix J. Palma

Elementy steampunka: H.G. Wells, podróże w czasie, poniekąd steampunkowa wariacja na temat Terminatora

W skrócie: Steampunk z dystansem do siebie.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat