Kiczowaty dodatek, czy niezbędny atrybut? O co chodzi z tymi steampunkowymi goglami?

Jeżeli zainteresowałeś się steampunkiem, nie miałeś wyboru: musiałeś przebrnąć przez setki zdjęć z najróżniejszymi goglami w mosiężnych barwach. Prawdopodobnie najpierw pomyślałeś, że są bardzo fajne, a później zacząłeś zastanawiać się w jakim celu wszyscy je noszą. No właśnie, o co chodzi z tymi steampunkowymi goglami?

sherlock

W steampunkowym uniwersum przydatność gogli jest bezdyskusyjna. Zastanówmy się przez chwilę. Dzień zaczynamy od filiżanki herbaty i lektury porannego wydania Timesa. Niedługo później ruszamy na ulice. Jeśli mamy pecha, nasza okolica sąsiaduje z fabrykami i laboratoriami szalonych naukowców. W takiej sytuacji możemy być pewni, że zamiast zaczerpnąć świeżego powietrza, wpadniemy na toksyczne opary. Zasada nr. 1 – CHROŃ OCZY!

Jeżeli zamiast spaceru wybierzemy wygodniejszą opcję, czyli podróż automobilem, ochrona oczu podczas jazdy zawrotną prędkością, na którą pozwala nowoczesny silnik parowy, jest tym bardziej istotna. W końcu nadejdzie taki dzień, kiedy dopadnie nas żądza przygody. Wtedy gogle ochronią nas przed zdradliwą pogodą tropików, oraz przed bezlitosnymi burzami piaskowymi na Marsie. Słowem – jest to atrybut, bez którego w tych zdumiewających czasach, nie obędzie się ani dżentelmen ani awanturnik.

19th century cinder goggles, with original case, frame is in good overall condition

Gogle, jakie znamy dzisiaj upowszechniły się dopiero w XX wieku, wraz z rozwojem samochodów i lotnictwa, ale nieprawdą jest, że steampunkowe fantazje nie mają pokrycia w rzeczywistości. Pod koniec XIX wieku charakterystyczne akcesorium nosili pracownicy kolei, dla ochrony przed popiołem Było to konieczne, ponieważ lokomotywy nie posiadały wtedy szyb, a popiół, żużel i inne odpady miały brzydki zwyczaj wpadać do kabiny maszynisty. Podobne, mniej lub bardziej improwizowane, wynalazki obecne były także w fabrykach.

Ogromną popularność zdobyły także czterosoczewkowe okulary, opatentowane przez doktora Richardsona z Londynu. Początkowo zaprojektowane w celach leczniczych, zainteresowały wspomnianych kolejarzy, oraz pasażerów pociągów. Moda na nie zaczęła spadać ok. roku 1875.

Trzeba jednak pamiętać, że we wszystkich przypadkach okulary pojawiały się na głowach z konieczności, zwłaszcza w przypadku kobiet. Wynikało to z panującego wtedy przeświadczenia, że jest to atrybut osób starszych i chorych. Jako ciekawostkę dodam, że pierwszym lotnikiem, który skorzystał z gogli był Samuel Langley w 1903 roku.

clipboard01

A skąd gogle wzięły się w steampunku? Nie udało mi się dotrzeć do pierwotnego źródła tej mody, ale dominuje teoria, że do naszej szafy wdarły się tylnym wejściem. Pierwsi steampunkowi cosplayerzy prawdopodobnie podpatrzyli ten trend u subkultury cyberpunkowej (zdaje się, że u nich  to takie narzędzie do korzystania z rzeczywistości wirtualnej, czy coś takiego…), po czym zaadaptowali na pseudo-wiktoriańską modłę.

Steampunkowa literatura przez jakiś czas nie nadążała za tym trendem, ani nie próbowała znaleźć uzasadnienia dla używania gogli. Poczucie misji w tej kwestii musiała poczuć Cherrie Priest, ponieważ w „Kościotrzepie” nie tylko uczyniła z gogli stale obecny atrybut bohaterów, ale także skrupulatnie opisała, dlaczego ci z nich korzystają (akcja rozgrywa się w alternatywnym Seattle, spowitym w żrącej mgle).

clipboard01

W najciekawszy i najbardziej życiowy sposób odniósł się do tego Robert Rankin, autor „Dziewczyny płaszczki…” a przy okazji członek Wiktoriańskiego Stowarzyszenia Steampunkowego. W jego powieści faktycznie są gogle… i nic nie robią.

Na ich głowach, umieszczona między ufryzowanymi, wymuskanymi lokami, znajdowała się ostatnia nowinka: maleńki jedwabny kapelusik ozdobiony inkrustowanymi, wieczorowymi goglami.

 Gorset z mosiądzu był wybity turkusami. Światło lampy naftowej odbijało się od jej wieczorowych gogli w oprawkach z kości słoniowej.

Brzuchate istoty w kilometrach tweedu, z bokobrodami w kształcie kotletów schabowych i z wieloma podbródkami, zaciągały się kubańskimi cygarami i tuliły pękate szklaneczki brandy w palcach jak różowe kiełbaski. Na głowach dżentelmenów tkwiły korkowe hełmy ozdobione kolorowymi goglami. – Turyści z Jowisza w pełnej gotowości na polowanie na tygrysa – wyjaśnił profesor Coffin.

Krótko mówiąc – są fajne. To wystarczy. Fani „Star Wars” mają miecze świetlne, a my mamy gogle.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat