Historia steampunkowej eksploracji Marsa. Cz. I: Pionierzy

Pomimo dziesięcioleci badań żaden człowiek nie trafił jeszcze na Marsa. Dziś już wiemy, że nie czekają tam na nas wrogie armie, piękne księżniczki ani zdumiewające maszyny. Czy zatem warto się tam w ogóle wybierać? Może lepiej sięgnąć po dobrą książkę?

Steampunk mars

W latach 60. XX wieku Rosjanie wysłali pierwszą sondę, która miała zbadać Marsa. Do pierwszego udanego lądowania doszło w 1971 roku. Od tamtej pory przeprowadzono dziesiątki bezzałogowych misji na powierzchnię naszego sąsiada, ale żaden człowiek nie postawił stopy na powierzchni czerwonej planety. Ostatnie postępy w badaniu gleby i atmosfery dają nadzieję, na to, że w końcu ludzkość dowie się czegoś konkretnego na temat naszego sąsiada. Ale podczas gdy kolejne zespoły naukowców w skupieniu analizują kolejne strzępy danych na temat tej planety, miłośnicy retro-fantastyki warunki panujące na Marsie znają od podszewki.

Istnienie Marsa zauważyli już Egipcjanie. Jego orbitę śledzili Babilończycy, a jego zagadki związane z jego wędrówką po niebie notowali m. in. Arystoteles i Ptolemeusz. Setki lat później, czwarta planeta od Słońca nadal fascynowała astronomów takich jak Galileusz czy Huygens. Kiedy na początku XIX wieku powstały teleskopy umożliwiające przyjrzenie się powierzchni planety zainteresowanie nią wzrosło jeszcze bardziej. To wtedy Giovanni Schiaparelli doszedł do wniosku, że Mars przecinają liczne kanały. Chociaż teoria została z czasem obalona, to stała się podstawą dla wielu fantastycznych historii, a dziś chętnie do niej wracają autorzy steampunkowi.

Po locie sondy Mariner 4, wyobraźnia musiała ustąpić miejsca rzeczywistości. Zanim pogodzono się z tym, ze Mars prawdopodobnie jest martwą skałą, przyjmowano za Flammarionem, że czerwony kolor planety pochodzi od rosnących tam roślin. Opracowywano nawet symulacje rozwoju tamtejszego ekosystemu. Pojawiały się także sugestie, że naszego czerwonego sąsiada może zamieszkiwać jakaś cywilizacja. Przesłanką za tym były m. in. wspomniane kanały, które mogły stanowić system nawadniania.

Pokonać grawitację…

Po tym jak Verne wysłał swoich bohaterów w stronę Księżyca, brytyjski pisarz Percy Greg zaplanował ambitniejszą wyprawę. W powieści „Across the Zodiac” z 1880 roku. Szczegółowo opisana technologia anty-grawitacyjna umożliwia dotarcie na Marsa, zamieszkanego przez rasę niewielkich, inteligentnych istot, przeświadczonych, że życie poza ich siedliskiem nie występuje. W związku z tym wyśmiewają informację narratora, że właśnie przybył z Ziemi i biorą go za niezwykle wysokiego Marsjanina. Percy uważany jest za pioniera gatunku sword and planet, który wiele lat później wykorzystał Edgar Rice Burroughs. Szesnaście lat później, książka doczekała się nietypowego hołdu, będącego częściowo plagiatem: „Across the Zodiac: A Story of Adventure„, którego autor polemizuje z Percy’m.

journeythumb-540x362Czerwona utopia w kosmosie

Dla ówczesnych pisarzy czerwona planeta wcale nie była synonimem niebezpieczeństwa. Zanim w kulturze utrwaliła się wellsowska wizja kosmicznej grozy, pisarze wykorzystywali Marsa jako pretekst do politycznej i społecznej refleksji, a sąsiednia orbita najczęściej stanowiła przeciwwagę dla niedoskonałej Ziemi.

Wizja Marsa jako technologicznej i społecznej utopii pojawia się w dwóch książkach z 1889 roku: „Melbourne and Mars: My Mysterious Life on Two PlanetsJosepha Frasera„Mr. Stranger’s Sealed Packet” Hugh MacColla.

Prawdziwa mania na czerwoną planetę zaczęła się w latach 90. XIX wieku. Dziesięciolecie otworzyła powieść „A Plunge Into Space” Roberta Cromie’go. Bohaterowie książki, za pomocą stalowej kuli wystrzelonej z Alaski docierają na Marsa, na którym nieznające polityki społeczeństwo kwitnie, a mieszkańcy przemieszczają się za pomocą zaawansowanej techniki lewitacji.

A_Plunge_Into_Space_spherical_space_craft (2)W poszukiwaniu marsjańskiej utopii najdalej poszły dwie amerykańskie sufrażystyki, Alice Ilgenfritz Jones i Ella Merchant pisząc w 1983 r. „Unveiling a Parallel„. O tej dość zapomnianej pozycji, literaturoznawcy pamiętają głównie dlatego, że to na jej kartach po raz pierwszy w języku angielskim użyto słowa „aeroplan”. Właśnie taką maszyną na Marsa dociera bezimienny narrator. Obca planeta z pozoru wydaje się podobna do Ziemi, jednak w trakcie podróży, bohater poznaje społeczeństwa w których istnieje kompletna równość płci, a szukając przyczyny tej odmienności dociera w końcu do marsjańskiego mesjasza.

Zanim przyszedł John Carter

W 1894 r. Gustavus W. Pope opublikował „Journey to Mars„. W tej wersji czwartą planetę Układu Słonecznego zamieszkują trzy rasy, różniące się kolorem skóry (czerwoni, żółci i niebiescy), a społeczeństwo, chociaż dysponuje technologią, pozostaje na etapie feudalizmu. Być może Pope silił się tutaj na obserwacje socjologiczne, ale pomysł ten był mu potrzebny przede wszystkim aby z czystym sumieniem wprowadzić do fabuły broń białą i emocjonujące pojedynki na miecze, które prawdopodobnie zainspirowały Burroughsa do napisania cyklu o Barsoom.

Utopijny Mars powrócił do księgarni dwa lata później, wraz z „A Prophetic Romance” Johna McCoya. Książka to zapis korespondencji przesłanej do rodzimego rządu, przez odwiedzającego Ziemię Marsjanina. Z treści raportów poznajemy obraz Ziemi za sto lat, czyli pod koniec XX wieku. Po krwawej rewolucji świat się zmienił. Wprowadzono równość płci, kontrolowane pensje zapewniają powszechną równość, a społeczeństwo jest zdrowe dzięki diecie wegetariańskiej i braku nałogów.

Dużo bardziej pesymistyczny w 1897 r. był niemiecki pisarz, Kurd Lasswitz. Chociaż fabułę „Auf zwei Planeten” pokojowy kontakt z ekspedycją z pokrytego kanałami Marsa, to ostatecznie dochodzi do konfliktu zbrojnego.

Koniec niewinności, początek wojny światów

Ostatecznie epokę fantastycznych utopii zamknął w 1897 roku H.G. Wells, wizjonerską „Wojnę Światów„. Pionier fantastyki naukowej nie tylko zasugerował, że obcy mogą być wrogo nastawieni, ale także stanowić niewyobrażalne zagrożenie. Powieść Wellsa jeszcze w tym samym roku doczekała się nieautoryzowanej przeróbki „Fighters from Mars” i nieoficjalnego sequela „Edison’s Conquest of Mars” autorstwa astronoma Garretta P. Servissa. W publikowanym przez New York Journal tekście, do walki z Marsjanami staje sam Thomas Edison (który w prawdziwym świecie nakręcił co ciekawe film o podboju Marsa).

>>> Więcej o XIX wiecznych wizjach apokalipsy przeczytasz tutaj

Dzięki pojazdom wynalezionym przez naukowca ludzie pokonują najeźdźców na ich własnej planecie (stulecie później podobny zwrot akcji opisał autor „Dziewczyny Płaszczki” jednak zamiast Edisona w roli obrońcy ludzkości wystąpił sam Nikola Tesla). W powieści pojawia się także znany czytelnikom steampunku Lord Kelvin, a Serviss, pomimo żerowania na cudzym dorobku, sam również przyczynił się do budowy kanonu SF, opisując jako pierwszy porwania przez obcych, skafandry kosmiczne czy fascynujące do dziś pozaziemskie piramidy.

A_Plunge_Into_Space_man_at_desk (2)Takie podejście wyznaczyło kierunek kolejnym pokoleniom pisarzy, ale zanim kosmiczny bezkres stał się kierunkiem z którego przybywa obca inwazja, marsjańskie epopeje stopniowo zmierzały w zapowiedzianą przez Pope‚a stronę przygodowego fantasy.

W „Gullivar of Mars” Edwina Lestera Arnolda przedstawiono zmagania Ziemian na powierzchni Marsa, podzielonego między dwie rasy: niegroźnych Hithersów i wojowniczych, ale honorowych Ththersów. Rok później kolejny krok wykonał Arnould Galopin. W „Doctor Omega” Marsa zamieszkują wodni ludzie-jaszczury, wyposażone w macki krasnoludy, człekokształtne nietoperze i, wreszcie, cywilizacja gnomów o ogromnych głowach. Niedługo później sąsiednią planetą zainteresowali się Francuzi. „Le prisonnier de la planète MarsGustave’a Le Rouge‚a znana pod dużo bardziej wymownym angielskim tytułem „Vampires of Mars” opowiada o mechaniku, który w kosmos wyruszył dzięki mocom hinduskich Braminów. Na Czerwone Planecie staje w szranki z jej rodowitymi mieszkańcami, czyli wyposażonymi w nietoperze skrzydła krwiopijcami. Zanim jednak opowieść zmieni się w kosmiczny horror na horyzoncie pojawiają się ślady zapomnianej cywilizacji, która niegdyś władała planetą.

W 1908 roku o coraz mniej popularnych, kosmicznych utopiach próbował jeszcze przypomnieć Aleksander Bogdanow w socrealistycznej „Czerwonej gwieździe„, ale na zachodzie wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazywały, że wkrótce pojawi się zupełnie inne dzieło. Czytelnicy oczekiwali Marsa przygodowego i eskapistycznego, takiego który pochłonie ich bez reszty i zabierze wgłąb nieznanego świata. Pod takim właśnie dziełem podpisał się twórca Tarzana, Edgar Rice Burroughs.

Obce planety, statki kosmiczne i walka na miecze

Monumentalny cykl o Barsoom otworzyła w 1912 roku „Księżniczka Marsa„, a ostatni oryginalny tekst w tym świecie ukazał się ponad 30 lat później. Popularność sagi Burroughsa mniej lub bardziej nieudolnie próbowali zdyskontować liczni naśladowcy, a po upłynięciu stulecia wciąż pojawiają się sentymentalne utwory nawiązujące do klasyki.

Iain McCaigconceptNa kolejną wyjątkową pozycję świat (a Amerykanie trochę dłużej) musiał poczekać dekadę. Wtedy w Związku Radzieckim Aleksiej Tołstoj (z tych Tołstojów!) napisał „Aelitę„.

Powieść utrzymano poniekąd w duchu „Wehikułu czasuWellsa. Radzieccy kosmonauci na Marsie odwiedzają cywilizację założoną przez uchodźców z Atlantydy. Tamtejsze społeczeństwo jest silnie podzielone na klasy: rządzących inżynierów i zamieszkujących podziemia robotników. Jak się okazuje planeta jest na skraju katastrofy ekologicznej, a społeczna rewolucja wisi w powietrzu.

Lata 30. przyniosły rozwój kultury popularnej, a dzięki kinowym serialom i komiksom rozpędu nabierała space-opera. Do tego gatunku najchętniej nawiązywało pokolenie międzywojennych pisarzy, częściowo już wychowanych na „Księżniczce Marsa„. Nie zapomniano jednak o wellsowskim motywie inwazji.  Do tego drugiego nawiązuje „Last and First Men” Olafa Stapledona. W odległej przyszłości naszą planetę najeżdżają Marsjanie, desperacko usiłujący zdobyć zasoby wody i powietrza. Wątek został odwrócony w „A Conquest of Two Worlds” Edmonda Hamiltona z 1932 roku, w którym autor, jakby krytykując kolonialne poczynania europejskich mocarstw, opisuje jak ziemskie ekspedycje brutalnie podbijają Marsjan, a potem mieszkańców Jowisza.

Do Burroughsa fenomenalnie nawiązał Otis Adelbert Kline w „The Swordsman of Mars”, opisując dzieje Marsa dawno, dawno temu, chociaż w galaktyce, którą dobrze znamy.

Tuż przed wojną na Marsa wyruszył sam C.S. Lewis, autor niezapomnianych „Opowieści z Narnii„. Pierwsza księga „Trylogii kosmicznej” to swoista próba dyskusji z pracami Wellsa i Stapledona. Autor, gorliwy katolik (podobno nawrócony przez Tolkiena) przedstawia znajomą, chociaż w istocie zupełnie odmienną wizję Czerwonej Planety. Mars jest światem ginącym, opisywanym przez ziemskiego filologa (sic!). Bohater początkowo boi się barbarzyńskich obcych, ale zdaje sobie sprawę, że tubylcy są niegroźni i żyją w harmonii. Wkrótce odkrywa także zabytki, pozostawione przez ich zaawansowanych przodków. Jak się dowiaduje, technologia z przeszłości pozwalała na podbicie Ziemi i ocalenie cywilizacji, jednak Marsjanie odrzucili ten pomysł i stoicko pogodzili się z zagładą.

Mars po II wojnie światowej

Retro-fantastyczny okres w kulturowej eksploracji Marsa ostatecznie zamkną Fredric Brown w 1949 roku. „What Mad Universe” to humorystyczna powojenna proza, usiłująca rozliczyć się z rzeczywistą grozą, którą niedawno przeżyła cała ludzkość, a także pierwszy zwiastun nurtu, który wiele lat później nazwano steampunkiem. Fabuła zabiera nas do alternatywnego 1903 roku, w którym to ludzie decydują się podbić równie rozwiniętego, ale słabszego militarnie Marsa. Zamiast „Wojny światów” H.G. Wells z tego świata pisze traktat polityczny potępiający nieuzasadnioną agresję.

W kolejnych latach czytelnicy nie musieli narzekać na brak Marsa. Nową epokę niecały rok później otworzył Ray Bradburry, pisząc „Kroniki Marsjańskie”. To już była jednak zupełnie nowa, zimnowojenna rzeczywistość, w której czerwony kolor planety nabrał zupełnie nowego znaczenia.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat