Dreadpunk: Czy to już nowy gatunek?

Czy ramy steampunku i gaslamp fantasy stały się znów zbyt wąskie? Na tegorocznym DragonConie w Atlancie najwyraźniej narodził się kolejny „-punk”. Tym razem jest to dreadpunk, czyli postmodernistyczna fantastyka grozy, na modłę „Penny Dreadful”.

Kiedy pod koniec lat 80. K.W. Jeter zaproponował, po części dla żartu, wprowadzenie terminu „steampunk” nie przypuszczał zapewne ani jak dobrze ta nazwa się przyjmie, ani jaką lawinę właśnie rozpętał. Chociaż ramy definicji tego gatunku okazały się nadzwyczaj elastyczne, nie były wystarczające by pomieścić całą retro-fantastykę.

Dla utworów nawiązujących do pierwszej połowy XX wieku stworzono dieselpunk, a z tego narodził się jeszcze atompunk. Mniej fantastyczno-naukowe, a bardziej magiczne dzieła zaczęto podpisywać jako gaslamp fantasy, a apogeum tego nazewniczego amoku przypadło na moment, w którym jacyś szaleńcy zaczęli domagać się uznania dla clockpunku, sandalpanku czy nawet stonepunku. Jeżeli myśleliście, że ta gorączka dobiegła końca – myliliście się.

Nowy „-punk” narodził się nieco ponad tydzień temu na DragonConie w Atlancie na panelu poświęconym literaturze grozy. Czym jest więc „dreadpunk”?

draculaNajlepszym przykładem będzie emitowany obecnie serial „Penny Dreadful”, który nazwę odziedziczył po wiktoriańskich pismach publikujących horrory. Na tej samej półce znajdziemy też „Kobietę w czerni” i „Creamson Peak”, a także wszystkie utwory, na których piętno odcisnęła twórczość Edgara Alana Poe i fascynacja literaturą gotycką. To Londyn spowity we mgle i wąskie uliczki, w których Kuba Rozpruwacz oprawia kolejną ofiarę.

Jedną z pierwszych orędowniczek dreadpunka została Leanna Renee Hieber, autorka znanych również w Polsce powieści o Percy Parker. Jak mówi, cytowana przez Dailydot:

„Potrzebujemy terminu  dla wiktoriańskiego horroru. Muszę tłumaczyć ludziom, że w moich pracach nie ma elementów steampunku. Nie znajdziecie tam sterowców czy kół zębatych, ani opisów technologii. Piszę o czarnej magii, z elementami gaslamp fantasy, ale termin dreadpunk pasuje dużo bardziej”.

Można się nie zgodzić z tą powierzchowną definicją steampunku, ale trzeba przyznać, że współczesne horrory, nawiązujące do powieści gotyckiej stały się odrębnym nurtem, który nabiera własnej tożsamości, na którą składają się świadome odniesienia do XIX-wiecznych korzeni, mało wiarygodni narratorzy, klasyczne potwory i przytłaczająca atmosfera.

Patrząc na tytuły takie jak „Jonathan Strange i pan Norrell”, „Sweeney Todd”, „Sleepy Hollow”, „Mary Reilly” czy chociażby „Draculę” Coppoli widać wyraźnie, że ten nurt rozwija się od dawna i obecnie potrzebuje tylko wspólnej etykiety.

Aby było wiadomo, co dokładnie etykietować powstały nawet 3 prawa dreadpunka:

1. Dreadpunk opiera się na horrorze i mrocznym fantasy, ze szczególnym naciskiem na grozę (dread): strach przed nieznanym.

2. Dreadpunk czerpie z horroru pierwszych lat XX wieku i wcześniejszego. Na pewno nie późniejszego niż twórczość Lovecrafta. Wiktoriański Londyn służy jako punkt odniesienia dla przyjętej estetyki.

3. Dreadpunk jest świadomy swoich korzeni i wywrotowy, jednocześnie podkreślając klasyczną tradycję grozy.

Zobacz też

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na ten temat